środa, 22 lutego 2012
Skoki , las i cmentarz .
Ten dzień też spędzaliśmy u babci . Zaraz po obiedzie ,wyszłam z Szarikiem na spacer jak zawsze . Moi bracia i kuzyn też wyszli do lasu , chcieli go trochę pozwiedzać . Poszli tak gdzie jest przejście na ten cmentarz o którym już wcześniej pisałam . Pomyślałam że pójdę za nimi , w końcu i tak musiałam to zrobić , ponieważ Szarik jakby ich wyczuł , rozpędził się a ja nie mogłam go utrzymać . Potem poszliśmy na ten cmentarz , akurat ulicą (jest przed tym cmentarzem) szli jacyś ludzie . Wróciliśmy się do lasu . Była tam akurat taka duża gałąź więc pomyślałam że pies mógłby spróbować przez nią przeskoczyć . Na początku przeszedł pod nią ale potem pięknie zaczął skakać . Powiedziałam o tym chłopcom . Później wróciliśmy na cmentarz a ja ciągle miałam jakieś zwidy i ciągle coś słyszałam , a tu jakiś człowiek w dresie za drzewem a tu znów słyszałam "Grrr..." a potem jeszcze jakieś krakanie , bracia i kuzyn mówili że ja już wariuję . W końcu trzeba było wracać do domu . Dostałam ochrzan ponieważ , pies był cały w błocie a wczoraj był kąpany ;p ...
czwartek, 16 lutego 2012
Czy wy chcecie bym dostała zawału ???
Tego dnia po szkole miałam jechać do babci . W dordze tam zapytałam się jak tam u mojego Szarika . Dziadek powiedział że dobrze i że poszedł z ich znajomymi na spacer do lasu , BEZ SMYCZY ! Ja sie tak wystraszyłam , po pierwsze - pies w lesie musi być na smyczy , po drugie - on ich prawie nie zna , pewnie im gdzieś zwieje , po trzecie - oni tego lasu nie znają , co jak się zgubią ?!
Gdy jechaliśmy do wioski, ciągle trzymałam kciuki i powtarzałam - będzie dobrze , nic mu się nie stanie , nie ucieknie .
Kiedy przyjechaliśmy na miejsce od razu pobiegłam do domu sprawdzić czy już wszyscy przyszli ze spaceru . Na szczęście TAK , Szarik im nie uciekł spokojnie wrócili . Jak się później okazało trochę zabłądzili ale jakoś przyszli . Ufff...kamień spadł mi z serca . Poprosiłam by już nigdy dziadek ich samych z psem bez smyczy nie puszczał , ale znając życie prośba się nie spełni . Dziadek chyba ufa Szarikowi więcej niż ja ...
Gdy jechaliśmy do wioski, ciągle trzymałam kciuki i powtarzałam - będzie dobrze , nic mu się nie stanie , nie ucieknie .
Kiedy przyjechaliśmy na miejsce od razu pobiegłam do domu sprawdzić czy już wszyscy przyszli ze spaceru . Na szczęście TAK , Szarik im nie uciekł spokojnie wrócili . Jak się później okazało trochę zabłądzili ale jakoś przyszli . Ufff...kamień spadł mi z serca . Poprosiłam by już nigdy dziadek ich samych z psem bez smyczy nie puszczał , ale znając życie prośba się nie spełni . Dziadek chyba ufa Szarikowi więcej niż ja ...
wtorek, 14 lutego 2012
Sztuczki które już umiem ;-)
Mojego psa nauczyłam już -
Siad
Leżeć
Fuj
Aport
Do mnie
Obrót
Czekaj
Daj łapkę
Daj głos
Pracujemy nad turlaj się i szukaj Jeśli ktoś wie jak nauczyć go tego drugiego to prosiłabym o pomoc ...
Siad
Leżeć
Fuj
Aport
Do mnie
Obrót
Czekaj
Daj łapkę
Daj głos
Pracujemy nad turlaj się i szukaj Jeśli ktoś wie jak nauczyć go tego drugiego to prosiłabym o pomoc ...
sobota, 11 lutego 2012
Znalezienie drogi do domu
Byłam u babci . Jak zwykle po obiedzie poszłam z psem na spacer do lasu . Załatwił się a potem bawiliśmy się w rzucanie patyków . Poszliśmy w głąb lasu . Bawiliśmy się chyba z 40 minut , nagle Szarik zaczął coś tam wąchać. No gdzie jesteśmy - powiedziałam do niego , chociaż doskonale wiedziałam jak wrócić do domu . Pies zaczął wąchać w biegu . Gdyby nie biegł na pewno odciągnęłabym go i poszła dalej , ale widać było że chodziło mu o coś "ważnego " . Biegłam za nim . Po kilku minutach byliśmy już przed domem . Zaprowadził mnie tuż pod furtkę domu babci . Chyba nie chciało mu się dalej chodzić po lesie , wcale mu się nie dziwiłam , w końcu był straszny mróz ...
piątek, 10 lutego 2012
Ratownik kur
Babcia opowiedziała mi co takiego Szarik zrobił więc tak -
Tego popołudnia babcia pracowała w ogrodzie a psa wypuściła by sobie pobiegał .
Kilka minut później kury sąsiadki zaczęły robić wielki raban . Babcia myślała że to Szarik je straszy , ale on stał obok niej . Leć- powiedziała do niego babcia , pies pobiegł . Po kilku sekundach rozległo się głośnie szczekanie , na niebie był jastrząb . Okazało się że dzięki szczekaniu Szarika , ptak puścił kurę ze szponów . Gdyby nie on , byłoby już po kurce . Ale z niego bohater ;-)...
Tego popołudnia babcia pracowała w ogrodzie a psa wypuściła by sobie pobiegał .
Kilka minut później kury sąsiadki zaczęły robić wielki raban . Babcia myślała że to Szarik je straszy , ale on stał obok niej . Leć- powiedziała do niego babcia , pies pobiegł . Po kilku sekundach rozległo się głośnie szczekanie , na niebie był jastrząb . Okazało się że dzięki szczekaniu Szarika , ptak puścił kurę ze szponów . Gdyby nie on , byłoby już po kurce . Ale z niego bohater ;-)...
czwartek, 9 lutego 2012
U babci...
Jak już niektórzy wiedzą , mój pies od niedawna mieszka u babci ;( ... Odwiedzam go raz w tygodniu , bo tylko tyle na razie mogę . Codziennie pytam się babci co takiego zrobił , niestety naszych wspólnych przygód będzie mniej więc to Szarik będzie głównym bohaterem . Mam jednak jeszcze kilka plusów tego , nasze i jego przygody będą o wiele ciekawsze . Tęsknie Mój Młody Szariku <3 :*!
Spotkanie z Kalą
Od godziny 13 była u mnie moja starsza kuzynka . Razem z nią wyprowadzałyśmy owczarka niemieckiego -Kalę . Gdy pojawił się u mnie Szarik niestety nie odwiedzałam już Kali bo musiałam czas poświęcić jemu . Kuzynka wpadła na pomysł by spotkać ich ze sobą . Odmówiłam bo miałam obawy , Kala jest przecież 2 razy taka jak on co się stanie gdy się nie polubią , przecież my jej nawet nie utrzymamy .
Ona mnie uspokoiła i powiedziała że nic się niestanie . Po długich minutach błagania w końcu się zgodziłam ale nie chętnie . Kiedy już byłyśmy przy płocie , kuzynka poszła po suczkę a ja zostałam z psem .
Ich spotkanie wyglądało tak - Ten obwąchał ją , ona jego . Potem mój Szariś zaczął skakać bo chciał się z nią bawić , ona na początku nie miała na to ochoty ale w końcu zaczęła się z nim zabawnie droczyć .
Moje obawy puki co zniknęły . Najgorzej było gdy mieliśmy wejść na podwórko Kali , tam dopiero zaczęli skakać czasem nawet się podgryzali -czego się strasznie bałam ale w końcu doszło do mnie że jest okej - ogólnie byłam jeszcze w tedy strasznie przewrażliwiona na punkcie mojego pieska i musiałam kontrolować
każdy jego ruch z czasem to minęło ...
Teraz Kala i Szarik są wspaniałymi przyjaciółmi , na spacery chodziliśmy coraz częściej .
Ona mnie uspokoiła i powiedziała że nic się niestanie . Po długich minutach błagania w końcu się zgodziłam ale nie chętnie . Kiedy już byłyśmy przy płocie , kuzynka poszła po suczkę a ja zostałam z psem .
Ich spotkanie wyglądało tak - Ten obwąchał ją , ona jego . Potem mój Szariś zaczął skakać bo chciał się z nią bawić , ona na początku nie miała na to ochoty ale w końcu zaczęła się z nim zabawnie droczyć .
Moje obawy puki co zniknęły . Najgorzej było gdy mieliśmy wejść na podwórko Kali , tam dopiero zaczęli skakać czasem nawet się podgryzali -czego się strasznie bałam ale w końcu doszło do mnie że jest okej - ogólnie byłam jeszcze w tedy strasznie przewrażliwiona na punkcie mojego pieska i musiałam kontrolować
każdy jego ruch z czasem to minęło ...
Teraz Kala i Szarik są wspaniałymi przyjaciółmi , na spacery chodziliśmy coraz częściej .
środa, 8 lutego 2012
Pierwsza w życiu wigilia-spotkanie św.Mikołaja
Około godziny 17 cała rodzina zebrała się u babci , ponieważ miała się odbyć wieczerza wigilijna . Ja z rodzicami i braćmi byliśmy wcześniej ponieważ mama chciała pomóc babci przy szykowaniu . Pierwsze co zrobiłam to - podłożyłam prezent dla Szarika pod choinkę a mianowicie :
-Piłkę
-Kostkę
-Smakołyki
On od razu wpychał tam nosa , jeszcze zjadł kilka pierniczków z choinki . W końcu nauczył się komendy -Fuj- i wszystko zostawił w spokoju . Ciągle latał za tymi którzy nosili na tacach różne dania . Oczywiście coś tam na ziemię mu spadło ;-) . Gdy już wszyscy byli na miejscu , zasiedli do stoły on położył się pod nim i nasłuchiwał .Później przyszła pora na rozdanie prezentów . Tradycyjnie robił to dziadek . W tym roku przebrał się za św.Mikołaja , ponieważ to miała być taka "atrakcja" dla mojej małej 4 letniej kuzynki . Moim zdaniem to był lekki obciach , ale czego się nie robi dla rodziny..?
Pies na początku nie wiedział o co chodzi i gdy wyczytano jego imię nawet nie raczył podejść . Gdy już dostał ten prezent , chwilę się nim pobawił a potem rzucił gdzieś w kąt. Chyba nie był zadowolony z prezentów ...
-Piłkę
-Kostkę
-Smakołyki
On od razu wpychał tam nosa , jeszcze zjadł kilka pierniczków z choinki . W końcu nauczył się komendy -Fuj- i wszystko zostawił w spokoju . Ciągle latał za tymi którzy nosili na tacach różne dania . Oczywiście coś tam na ziemię mu spadło ;-) . Gdy już wszyscy byli na miejscu , zasiedli do stoły on położył się pod nim i nasłuchiwał .Później przyszła pora na rozdanie prezentów . Tradycyjnie robił to dziadek . W tym roku przebrał się za św.Mikołaja , ponieważ to miała być taka "atrakcja" dla mojej małej 4 letniej kuzynki . Moim zdaniem to był lekki obciach , ale czego się nie robi dla rodziny..?
Pies na początku nie wiedział o co chodzi i gdy wyczytano jego imię nawet nie raczył podejść . Gdy już dostał ten prezent , chwilę się nim pobawił a potem rzucił gdzieś w kąt. Chyba nie był zadowolony z prezentów ...
Poszkodowany ...
Byliśmy u babci , poszłam z psem na spacer . Wypuściłam go potem do ogrodu , moi bracia też tam byli bo chcieli pograć w piłkę nożną .
Dobra , psa spuściłam i poszłam na chwilkę do domu bo babcia mnie wołała . Gdy przychodzę widzę że pies zaczyna kopać wielką dziurę koło furtki . Moi bracia oczywiście nic nie robią tylko się gapią . Odgoniłam psa i chciałam zakopać to cudo co tam wykopał . Szarik myślał że to zabawa , więc zaczął ganiać tam i z powrotem . Poprosiłam brata by zakopał tą dziurę a ja w tym czasie miałam złapać pieska . Szarik podbiegł obok dziury i prosto pod nogę mojego brata . Łapka została przydepnięta tak mocno (przypadkiem ) , że piesek piszczał straszliwie . Potem opatrzyliśmy mu kończynę i położyliśmy na kanapie . Kilka minut później byliśmy już u weta , na szczęście łapa nie była złamana ... Szarik musiał przez 2 tygodnie nosić bandaż .
PS: Przepraszam że dopiero teraz to piszę ale wcześniej zapomniałam.
Dobra , psa spuściłam i poszłam na chwilkę do domu bo babcia mnie wołała . Gdy przychodzę widzę że pies zaczyna kopać wielką dziurę koło furtki . Moi bracia oczywiście nic nie robią tylko się gapią . Odgoniłam psa i chciałam zakopać to cudo co tam wykopał . Szarik myślał że to zabawa , więc zaczął ganiać tam i z powrotem . Poprosiłam brata by zakopał tą dziurę a ja w tym czasie miałam złapać pieska . Szarik podbiegł obok dziury i prosto pod nogę mojego brata . Łapka została przydepnięta tak mocno (przypadkiem ) , że piesek piszczał straszliwie . Potem opatrzyliśmy mu kończynę i położyliśmy na kanapie . Kilka minut później byliśmy już u weta , na szczęście łapa nie była złamana ... Szarik musiał przez 2 tygodnie nosić bandaż .
PS: Przepraszam że dopiero teraz to piszę ale wcześniej zapomniałam.
Na starym cmentarzu....
Jakieś 30 m od domu mojej babci jest stary , zniszczony cmentarz . Chciałam zbadać tamte zakamarki więc postanowiłam się tam przejść . Zabrałam też Szarika , w ramach spaceru .
Gdy już tam byliśmy podchodziłam po kolei do każdego nagrobka (na którym można było się jeszcze czegoś doczytać) , on wskakiwał na nie . Dalej w krzakach jest żelazny krzyż , wygląda naprawdę nie ciekawie . Ominęliśmy go szerooookim łukiem . Zobaczyłam jakiś tunel i stanęłam przed jego wejściem . Szarik wciągnął mnie kawałek do środka . Jak już jestem to pójdę jeszcze kawałeczek dalej-powiedziałam . Szliśmy i zobaczyliśmy jakieś szmatki , nagle jakby coś spadło . Uciekłam stamtąd z mocno bijącym sercem ciągnąc za sobą psa . Już nigdy tam nie chodzę , a jak mam przejść obok to zdarza się że biegiem....
Gdy już tam byliśmy podchodziłam po kolei do każdego nagrobka (na którym można było się jeszcze czegoś doczytać) , on wskakiwał na nie . Dalej w krzakach jest żelazny krzyż , wygląda naprawdę nie ciekawie . Ominęliśmy go szerooookim łukiem . Zobaczyłam jakiś tunel i stanęłam przed jego wejściem . Szarik wciągnął mnie kawałek do środka . Jak już jestem to pójdę jeszcze kawałeczek dalej-powiedziałam . Szliśmy i zobaczyliśmy jakieś szmatki , nagle jakby coś spadło . Uciekłam stamtąd z mocno bijącym sercem ciągnąc za sobą psa . Już nigdy tam nie chodzę , a jak mam przejść obok to zdarza się że biegiem....
wtorek, 7 lutego 2012
Pierwsza zima a szczegółowo pierwszy śnieg
Padał śnieg, to była pierwsza zima mojego psa . Od raz wpadłam na pomysł by po śniadaniu zabrać go na spacerek . Chciałam sprawdzić jak zareaguje na biały puch . Zapięłam mu smycz do szelek i wybiegłam na dwór . Skakaliśmy po śnieg i bawiliśmy się do woli . Dziwiłam się że nie marzną mu łapki .
W końcu zaczął podnosić jedną łapkę , drugą chciał jeszcze pozostałe dwie ale prawie by się przewrócił .Musiałam go nieść do domu na rękach , a był strasznie ciężki . Śmiesznie to wyglądało .
W końcu zaczął podnosić jedną łapkę , drugą chciał jeszcze pozostałe dwie ale prawie by się przewrócił .Musiałam go nieść do domu na rękach , a był strasznie ciężki . Śmiesznie to wyglądało .
Pierwsze pływanie w jeziorze
Tego letniego dnia było bardzo ciepło , rodzice wpadli na pomysł by pojechać nad wodę . Ucieszyłam się bo już myślałam o pływaniu pieska .
Gdy przyjechaliśmy na plażę , było tam pełno psów .Przeraziłam się bo wiedziałam że mój Szarik nie zbyt za nimi przepada . Trudno trzeba było wytrzymać jego wariacje . Rozłożyliśmy koce obok drzewa , pieska przywiązaliśmy do takiego płotka . Jak na złość obok nas rozłożyli się ludzie z labradorką . Mój pies od razu zaczął szczekać. Suczka na szczęście była o wiele spokojniejsza i nie zwracała na niego uwagi.Mama została z psem a my poszliśmy się kąpać .Potem przeszliśmy się dalej tam gdzie piesek mógł się wykąpać i wybiegać . Wzięłam go na ręce i weszłam do wody , pływał ładnie ale coś nie zbyt mu się to podobało bo od razu popłyną do brzegu . Wątpię by następnym razem chciał popływać....
Gdy przyjechaliśmy na plażę , było tam pełno psów .Przeraziłam się bo wiedziałam że mój Szarik nie zbyt za nimi przepada . Trudno trzeba było wytrzymać jego wariacje . Rozłożyliśmy koce obok drzewa , pieska przywiązaliśmy do takiego płotka . Jak na złość obok nas rozłożyli się ludzie z labradorką . Mój pies od razu zaczął szczekać. Suczka na szczęście była o wiele spokojniejsza i nie zwracała na niego uwagi.Mama została z psem a my poszliśmy się kąpać .Potem przeszliśmy się dalej tam gdzie piesek mógł się wykąpać i wybiegać . Wzięłam go na ręce i weszłam do wody , pływał ładnie ale coś nie zbyt mu się to podobało bo od razu popłyną do brzegu . Wątpię by następnym razem chciał popływać....
Pierwsze sztuczki
Gdy piesek się bardziej oswoił ze smyczą i w ogóle z otoczeniem przyszedł czas na naukę sztuczek .
Zaczęliśmy od nauki - siad , poszło szybko bo piesek wiedział o co chodzi .
Potem przyszedł kolei na leżenie , z tym było trudniej ale po kilku próbach udało się ;D!
Aportować umiał bez problemu od razu , daj głos PODOBNIE , teraz uczymy się turlania i podawania
łapy . Nowe pomysły na sztuczki mile widziane .
Zaczęliśmy od nauki - siad , poszło szybko bo piesek wiedział o co chodzi .
Potem przyszedł kolei na leżenie , z tym było trudniej ale po kilku próbach udało się ;D!
Aportować umiał bez problemu od razu , daj głos PODOBNIE , teraz uczymy się turlania i podawania
łapy . Nowe pomysły na sztuczki mile widziane .
Początek znajomości...
Zaczęło się w niedzielę. Jak zwykle wybrałam się z rodzicami do kościoła . Potem na kawę do znajomych . Gdy wróciliśmy do domu było około godziny 13 . Nagle zadzwonił domofon , dzwoniła moja koleżanka i poprosiła bym wyszła na chwilkę . Na jej rękach był malutki szczeniak , rudy i taki śliczny ;-). Poprosiłam brata by zszedł na dół bo wiedziałam że on bardzo chciał psa . Zadzwoniliśmy do rodziców , oni powiedzieli by zabrać psa do domu by go nakarmić . Początkowo nie chcieli się zgodzić by piesek u nas został ale potem się ich ubłagało ale pod jednym warunkiem -że rozwiesimy ogłoszenia.
* * *
Po tygodniu po rozwieszeni ogłoszeń , zgłosił się właściciel .
Powiedział że możemy sobie pieska zatrzymać jeśli chcemy ,zgodziliśmy się od raz nawet rodzice . Powiedział jeszcze że pies ma na imię SZARIK .
* * *
Po tygodniu po rozwieszeni ogłoszeń , zgłosił się właściciel .
Powiedział że możemy sobie pieska zatrzymać jeśli chcemy ,zgodziliśmy się od raz nawet rodzice . Powiedział jeszcze że pies ma na imię SZARIK .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



