Wielkanoc spędziłam u babci . Było tyle pyszności , oczywiście Szarikowi też coś pod stół spadło ;).
Pogoda nie była za ładna , jednak i tak wyszłam z psem na spacerek . W lesie było zimno , ale trochę pospacerowaliśmy . Potem dołączyliśmy do gry w siatkówkę . Tato odpiął smycz Szarika i piesek latał za piłką jak szalony . Bawił się w głupiego Jaśka ;-) . Na początku bałam się że gdzieś ucieknie , za jakimś kotem ale był tak zajęty piłką że chyba poza nią świata nie widział . Później tak zaczął szczekać , jakby wołał "Dajcie mi tą piłkę , dajcie!" . Kilka razy ją złapał , ale trzeba mu było zabrać bo mógł ją zniszczyć .
Szczekał jak głupi aż w końcu sąsiad wyszedł więc trzeba było skończyć zabawę :( .
Potem poszliśmy do domu , by odpocząć . Jednak jakieś pół godziny później byliśmy już w ogrodzie .
Postanowiłam nauczyć go skakać przez przeszkodę .
Na początku myślałam by poskakał przez taką siatkę , jednak on się jej bał . Próbowałam go oswoić z nią , powoli . Przechodziłam z nim spokojnie obok niej , ale na próżno . W końcu postawiłam na dwóch stołkach kij od miotły . Upewniłam się czy wszystko jest bezpieczne . Okazało się że tak , nawet gdyby pies strącił poprzeczkę to i tak nic by mu się nie stało . Na początku miałam go na smyczy , biegł obok mnie . Najpierw nie wiedział o co chodzi , ale potem śmiało skakał . Wzięłam potem zabawkę i rzucałam mu daleko a on po drodze musiał przeskoczyć przez przeszkodę . Potem musiał wskoczyć na belkę i po niej przejść , świetnie sobie radził . Na razie będziemy trenować , a kto wie , może kiedyś pojedziemy na zawody ;).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz